Szwecja, wolny rynek i poszukiwanie sensu: rozmowa z Johanem Norbergiem

Publikacja filmu:
Publikacja artykułu:

2025-05-27

Czas czytania:

28 minut

W świecie zdominowanym przez złożone problemy gospodarcze i społeczne, warto przyjrzeć się perspektywom osób, które od lat zgłębiają mechanizmy dobrobytu i postępu. Jedną z takich postaci jest Johan Norberg, szwedzki historyk idei, wykładowca i pisarz, starszy członek libertariańskiego think tanku Cato Institute. Naszym przewodnikiem po jego przemyśleniach będzie obszerny wywiad, w którym Norberg dzieli się swoimi poglądami na temat Szwecji, globalnych gospodarek, roli państwa, a nawet poszukiwania sensu życia.

Ewolucja światopoglądu: Od anarchisty do klasycznego liberała

Johan Norberg, będąc Szwedem, rozpoczyna rozmowę od osobistej podróży, która doprowadziła go do obecnych przekonań. Wspomina, że w młodości określał się jako antyindustrialny anarchista. Dorastając, postrzegał świat jako pełen problemów i kłopotów, co skłaniało go do idealizowania dawnych, rzekomo lepszych czasów.

Jednak zgłębianie historii zmieniło jego perspektywę. Uświadomił sobie, że w przeszłości nie było idealnych okresów. Wskaźniki takie jak śmiertelność noworodków czy średnia długość życia były znacznie gorsze – nawet w Szwecji zaledwie 150 lat temu były niższe niż obecnie w Afryce subsaharyjskiej. To odkrycie pokazało mu wartość postępu, innowacji i wzrostu gospodarczego. Wówczas zaczął dostrzegać znaczenie wolnego rynku i wolnego handlu.

Norberg podkreśla, że problem młodości polega na przyjmowaniu świata za oczywisty, zapominaniu o instytucjach, które są fundamentem dobrobytu. Studium historii i ekonomii uświadamia, że dobrobyt nie jest dany raz na zawsze – trzeba o niego dbać. Ta refleksja stanowi kluczową radę dla młodych: zgłębiać problemy, których się do końca nie rozumie. Wspomina też, że myślenie o „zielonej, przyjemnej krainie” bez nowoczesnego przemysłu i technologii było oderwane od rzeczywistości. Nie zdawał sobie sprawy ze świata bez antybiotyków, komunikacji czy wystarczającej ilości jedzenia. Zrozumienie twardych danych historycznych, jak średnia długość życia wynosząca 30 lat, uzmysłowiło mu, jak daleki jest od tamtych młodzieńczych wyobrażeń. Niestety, młodzież często nie jest uczona o tych kluczowych danych.

Szwecja: reputacja a rzeczywistość

Szwecja często postrzegana jest na świecie jako kraj socjalistyczny i opresyjny. Johan Norberg uważa jednak, że ta reputacja jest „trochę przesadzona”. Aby to zilustrować, nakręcił krótki film o Szwecji. Celem filmu było pokazanie, że Szwecja jest w rzeczywistości gospodarką bardziej otwartą i wolną niż większość innych miejsc na świecie. W swoim filmie przeprowadził wywiady z różnymi ludźmi, w tym ze związkowcami i przedsiębiorcami.

Wykorzystując ten film, między innymi w Stanach Zjednoczonych, Norberg pokazywał podejście szwedzkich związków zawodowych. W przeciwieństwie do stereotypów, szwedzkie związki zawodowe często rozumieją, że aby firmy konkurowały, tworzyły miejsca pracy i godziwe wynagrodzenia, trzeba im pomagać, a nie szkodzić. Norberg podkreśla, że szwedzkie związki zawodowe zrozumiały, że dobrobyt wynika z silnych, konkurencyjnych firm. Choć sam prowadzi z nimi debaty i nie zawsze popiera reformy, które go interesują, docenia ich otwartość na konkurencję i „twórcze niszczenie”. Uważają, że bycie konkurencyjnym i bardziej produktywnym przekłada się długofalowo na lepsze wynagrodzenia. Częściowo wynika to z doświadczeń kryzysu w latach 90., kiedy zrozumieli, że sama redystrybucja nie wystarczy – potrzebny jest wzrost gospodarczy. Jako mały kraj zależny od importu i eksportu, Szwecja ma płace silnie powiązane z produktywnością. Norberg sugeruje, że koncepcja „silników wzrostu” jest głęboko zakorzeniona w umysłach szwedzkich związkowców, co jest rzadkością globalnie. Wyjaśnia to częściowo fakt, że szwedzkie związki zawodowe zrzeszają większość siły roboczej (70-80% w wielu zawodach). Reprezentując tak szerokie grono, muszą brać pod uwagę szerszy obraz – związkowcy są także konsumentami, podatnikami, obywatelami. To odróżnia ich od związków w krajach takich jak Francja, gdzie niższy odsetek członków (np. 3%) może skłaniać do działań szkodzących gospodarce bez ponoszenia większych konsekwencji.

Rola państwa i polityka społeczna Szwecji

Zapytany o rolę państwa, Norberg przedstawia klasycznie liberalne stanowisko. Uważa, że państwo powinno polegać na legalnym użyciu siły tylko wtedy, gdy jest to absolutnie konieczne. Podstawową funkcją jest zwalczanie przemocy, zapobieganie jej ze strony innych, zapewnienie praworządności i obrony porządku publicznego. Jest to niezbędne do odstraszania złodziei i zagrożeń zewnętrznych, ponieważ w kwestii siły nie chcemy zbyt wielu „ekscytujących innowacji i konkurencji”.

Norberg odnosi się również do polityki społecznej i polityki relokacyjnej. Choć te kwestie nie wpisują się w „prawdziwą” rolę państwa w jego rozumieniu, widzi możliwość innego podejścia w ramach istniejącego państwa opiekuńczego. Jednym z problemów obecnego systemu są wysokie podatki zniechęcające do podejmowania ryzyka w pracy i przedsiębiorczości, przy jednoczesnym subsydiowaniu bezrobocia i niepełnosprawności. Sugeruje odwrócenie tej sytuacji – zamiast zachęcać do bierności, wykorzystać politykę socjalną do promowania mobilności. Zamiast pozostawać w domu, ludzie mogliby otrzymywać wsparcie (ubezpieczenie) umożliwiające im przeniesienie się tam, gdzie jest praca. Jeśli musieliby podjąć pracę za niższą pensję, państwo mogłoby ją uzupełnić. Uważa to za bardziej produktywne podejście.

Nie zgadza się z prostym założeniem, że głód jest jedynym motywatorem do pracy. Jesteśmy złożonymi ludźmi – praca daje nam tożsamość i sens. Jednak bodźce w postaci odpowiednich zachęt mają znaczenie, aby skłonić nas do działania, zwłaszcza w trudne „poniedziałkowe poranki”.

Globalne modele wolnorynkowe i lekcje z historii gospodarczej Szwecji

Szukając wzorów do naśladowania, Norberg wskazuje na kraje o najwyższej wolności gospodarczej. Międzynarodowe dane pokazują, że kraje te są średnio 10 razy bogatsze od innych, a ubóstwo w nich stanowi zaledwie 1/30 ubóstwa w pozostałych państwach. Choć nie uważa ich za doskonałe, można czerpać inspirację z ich fragmentów. Wymienia niskie podatki korporacyjne w Irlandii jako sposób na przyciąganie przedsiębiorstw oraz szwedzki system bonów szkolnych. Polityka wolnego handlu Singapuru czy Hongkongu również stanowi inspirację. Można stworzyć „mozaikę”, łącząc najlepsze elementy, by zbudować własny model.

Rozszerzając listę o „azjatyckie tygrysy” (Tajwan, Singapur, Korea Południowa) i inne małe otwarte gospodarki (Irlandia, Szwajcaria, Islandia), Norberg zwraca uwagę na ich sukces pomimo braku wielkich zasobów naturalnych, najlepszych lokalizacji czy dużej powierzchni. Kluczem jest ich otwartość na eksperymenty i innowacje. Odpowiadając na pytanie o mikropaństwa (Lichtenstein, Wyspa Man), uważa, że można się od nich uczyć. Ich dobrobyt podważa tezę, że tylko państwa z dużymi rynkami wewnętrznymi i bogatymi zasobami mogą prosperować – często to mniejsze, otwarte gospodarki należą do najbogatszych.

Szczególnie interesujący jest szwedzki system bonów edukacyjnych, wdrożony na początku lat 90.. Rząd zastanawiał się, dlaczego innowacje kwitną w dziedzinach jak telefonia komórkowa czy meble, ale nie w edukacji. Postanowiono wdrożyć podobne mechanizmy rynkowe. Powstał ogólnokrajowy system, w którym rodzice mają pełną swobodę wyboru szkoły dla dziecka, a publiczne środki podążają za uczniem. Doprowadziło to do konkurencji między szkołami i realnej wolności wyboru dla rodzin. Norberg twierdzi, że to działa. Choć słyszał, że Szwecja i Finlandia mają jedne z najlepszych systemów edukacji, powołuje się na międzynarodowe dane. Po wykluczeniu uczniów będących niedawnymi uchodźcami, szwedzkojęzyczni uczniowie osiągają wyniki lepsze niż w niemal wszystkich innych krajach. Dane sugerują, że szkoły prywatne radzą sobie lepiej pod kątem wyników, a szkoły publiczne w regionach z dużą liczbą szkół prywatnych również poprawiają swoje rezultaty, widząc potrzebę konkurencji.

Historia gospodarcza Szwecji jest często źle rozumiana. Wielu postrzega ją przez pryzmat lat 70. i 80., kiedy państwo było największe, podatki najwyższe, a kraj zaczął odstawać od innych. To był jedyny okres w historii, gdy szwedzka gospodarka radziła sobie wyraźnie gorzej niż reszta rozwiniętego świata. Po 100 latach szybkiego wzrostu (w 1970 byli drugim najszybciej rozwijającym się krajem po Japonii), opartego na modelu wolnorynkowym zapoczątkowanym w połowie XIX wieku, Szwecja weszła w okres, w którym zaczęła traktować swój dobrobyt jako coś oczywistego. Rządzący Socjaldemokraci uznali, że problem produkcji został rozwiązany i wystarczy bogactwo rozdzielać, wprowadzając świadczenia i regulacje. Problem w tym, że bogactwo trzeba tworzyć na nowo każdego dnia. Szkodząc „silnikom wzrostu” (ograniczając motywację do pracy, eksperymentowania, zakładania firm), zniechęcono innowatorów, którzy opuścili kraj. Nowe pokolenia nie chciały zakładać firm ani zdobywać wykształcenia z powodu wysokich podatków. Skutkiem była stagnacja i pozostanie w tyle za sąsiadami, co „niemal doprowadziło nas do upadku” i zrujnowało 100 lat budowanego bogactwa.

Okres „szwedzkiego socjalizmu” załamał się spektakularnie na początku lat 90.. Zagraniczni obserwatorzy widzieli, że system jest nie do utrzymania. Co ciekawe, to socjaldemokratyczny minister finansów przyznał, że eksperyment się nie powiódł i potrzebne są reformy. Proces ten nie był dziełem jednego człowieka, ale ponadpartyjnym porozumieniem. Socjaldemokraci zgodzili się z wieloma liberalnymi pomysłami centroprawicowej opozycji, która przejęła władzę w 1991 roku i wdrożyła radykalny program liberalizacji. Kluczowe było, że reformy w systemie ubezpieczeń społecznych i gospodarce zyskały poparcie obu stron, co zapewniło im trwałość. Norberg podkreśla, że mimo wpływu ekonomistów takich jak Hayek czy Friedman, potrzebni byli politycy z odwagą do podjęcia bolesnych krótkoterminowo, ale opłacalnych długofalowo decyzji.

Najbardziej wolnorynkowy i udany okres w historii Szwecji to lata 1870-1970. W tym czasie reformatorzy, jak minister finansów Johann August Grippensted, pod wpływem europejskich liberałów gospodarczych, zliberalizowali handel, bankowość, system finansowy, stopy procentowe oraz otworzyli kraj na emigrację i imigrację. Zredukowano państwowe organizacje, a sektor publiczny stanowił około 6% PKB. Ten okres charakteryzował się ogromnym wzrostem, przekształcając Szwecję z jednego z najbiedniejszych krajów Europy w bogate państwo.

Promowanie wolnego rynku w Szwecji i lekcje z kryzysu

Obecnie, mimo reform, Szwecja wciąż postrzega siebie przez pryzmat lat 70. i 80.. Chociaż międzynarodowe dane wskazują, że Szwecja jest dziś jednym z najbardziej wolnorynkowych państw na świecie, w mentalności społecznej wciąż bardziej ceni się bezpieczeństwo i solidarność niż wolność. Norberg zauważa, że jego książki są chyba popularniejsze poza Szwecją.

Wspominając „silniki dobrobytu”, Norberg podkreśla, że świadomość ich działania to ciągła walka. Ludzie przypominają sobie o ich znaczeniu, gdy zawodzą. W Szwecji jest pod tym względem lepiej niż w latach 80., kiedy Norberg dorastał. Wtedy pomysł założenia prywatnego biznesu wydawał się ekscentryczny. Dziś młodzi Szwedzi myślą o tworzeniu własnych firm i pomysłów. Reformy z pewnością przyczyniły się do tej zmiany mentalności, pojawiła się scena kapitału wysokiego ryzyka i startupy.

Norberg uważa, że Szwedzi stali się mądrzejsi, bo byli wcześniej głupsi. Nauczyli się na własnych błędach i nie traktują prywatnego biznesu jako czegoś oczywistego. To rzadkość w polityce – politycy rzadko przyznają się do błędów. Ironią jest, że Szwecji pomogło to, że na początku lat 90. była w „strasznym bałaganie”. Ten bałagan oznaczał, że cała gospodarka mogła się załamać, rynki światowe nie chciały pożyczać pieniędzy, a bank centralny musiał na krótko wprowadzić stopę procentową 500%, aby utrzymać wartość waluty. To uświadomiło im, że byli o krok od bankructwa. Jak ujął Samuel Johnson, „Jeśli jutro rano zostaniesz stracony, niesamowicie skupisz swój umysł”. Szwedzi musieli przyznać się do porażki, choć nie doświadczyli braków żywności czy ubrań.

Norberg popiera pomysł stworzenia „tablicy dla silników wzrostu” – zestawu wskaźników monitorujących kondycję kraju i jego postępy. Takie narzędzie informacyjne pozwoliłoby politykom i społeczeństwu widzieć, czy kraj idzie w dobrym, czy złym kierunku, zanim dojdzie do kryzysu. Podobnie jak w samolocie – nie chcesz czekać na katastrofę, by zdać sobie sprawę, że lecisz źle. Potrzebujesz wskaźników ostrzegawczych.

Stany Zjednoczone: biznes, władza i biurokracja

Analizując Stany Zjednoczone, Norberg wyraża zaniepokojenie. Widzi potencjał w pomysłach na usprawnienia i deregulację, zwłaszcza związanych z Elonem Muskiem, ale uważa, że są one marnowane. Krytykuje podejście Donalda Trumpa, który dąży do potężnej władzy wykonawczej bez ograniczeń i ma merkantylistyczne, protekcjonistyczne podejście, faworyzując firmy, które mu odpowiadają, zamiast otwartej konkurencji.

Problem bliskości biznesu i władzy, który Milton Friedman nazywał wrogiem wolnego rynku, jest nadal aktualny. Norberg zgadza się, że jest to zawsze problematyczne, niezależnie od intencji. Nawet jeśli Elon Musk chce deregulacji, jego bliskość i wsparcie wpływają na politykę, co było widoczne w zmianie retoryki Trumpa na temat samochodów elektrycznych. Taka sytuacja prowadzi do oligarchii, a nie wolnorynkowego kapitalizmu.

Zaangażowanie biznesmenów, zwłaszcza z branży technologicznej, w politykę wynika częściowo z własnych interesów, ale Norberg sądzi, że w dużej mierze z powodu strachu. Widząc, jak Demokraci i narodowi konserwatyści krytykują wielkie firmy technologiczne, a także jak Europa i inne kraje planują surowe regulacje, przestraszyli się, że zostaną bez przyjaciół i wsparcia. Weszli do polityki częściowo w samoobronie. Wspomina Zuckerberga i Bezosa na inauguracji Trumpa – nie wyglądali na władców, ale na niespokojnych ludzi obawiających się konsekwencji.

Idee takie jak Departament do spraw efektywności rządu brzmią świetnie na papierze, zwłaszcza w kontekście ogromnego deficytu budżetowego USA. Wydatki na oprocentowanie długu publicznego przewyższają wydatki wojskowe – coś trzeba zrobić. Dotyczy to również regulacji. Jednak Norberg obawia się, że Departament atakuje jedynie niewielką część budżetu federalnego, zamiast zająć się największymi wydatkami (ubezpieczenia społeczne, uprawnienia, Pentagon). Działania te przypominają wojnę kulturową, atakowanie biurokracji, której się nie lubi, a nie rzeczywistą reformę. Traci się okazję do istotnych reform. Uważa, że jedynym rozwiązaniem jest podejście systemowe, wprowadzające konkurencję między urzędnikami. Krytykuje podejście „głębokiego państwa”, które polega na zwolnieniu jednych biurokratów i zastąpieniu ich „swoimi ludźmi”. To nie jest program libertariański, a próba przejęcia kontroli nad władzą wykonawczą bez mechanizmów kontroli i równowagi. Budzi to obawy o krok w stronę tyranii, jeśli sędziowie będą ignorowani lub zwalniani – byłby to de facto zamach stanu i próba zrujnowania systemu, który czynił Amerykę wielką. System podziału władzy i kontroli ma cel – zapobiega pochopnym decyzjom i chroni przed nadużyciami władzy.

Norberg zgadza się ze stwierdzeniem Elona Muska, że „prawie wszystko jest nielegalne”. Choć Musk ma skłonność do przesady, trafia w sedno problemu biurokracji i trudności w realizacji nawet rządowych projektów. Przytacza przykłady 42 miliardów dolarów wydanych na łącza szerokopasmowe, które nie podłączyły ani jednego gospodarstwa domowego, czy budowy kolei dużych prędkości w Kalifornii, gdzie położono tylko kilka metrów torów. Problem leży w zbyt długich, trudnych i rygorystycznych pozwoleniach oraz nieskutecznych urzędnikach. Rozwiązaniem jest inteligentna deregulacja, a nie proste zwalnianie urzędników.

Chiny: zagadka sukcesu gospodarczego

Sukces gospodarczy Chin budzi podziw, ale Norberg stawia pytanie: czy należy podziwiać rząd, czy prywatyzację i wolny rynek?. Uważa, że Chiny są doskonałym przykładem korzyści płynących z indywidualnej inicjatywy i konkurencji w warunkach wolnego rynku. Chińczycy, zyskując „odrobinę swobody”, osiągali imponujące rezultaty. Niedawny sukces zaczął się pod koniec lat 70., nie odgórnie zaplanowany, ale od tajnej prywatyzacji gruntów przez przedsiębiorczych rolników. Zaczęli dzielić ziemię między siebie, widząc, że na własny rachunek są w stanie się wyżywić. Ta „świńska grypa” prywatyzacji szybko rozprzestrzeniła się na inne wsie i sektor biznesowy. Geniusz Deng Xiaopinga polegał nie na planowaniu, ale na zrozumieniu, co działa w wioskach, i pozwoleniu innym robić to samo, tworząc strefy eksperymentów z zagranicznym kapitałem i otwarciem na rynki. To uruchomiło eksplozję wzrostu. Odgórne plany zawsze były porzucane, władze improwizowały.

Obecnie, za rządów Xi Jinpinga, obserwujemy powrót do odgórnego sterowania, wybierania zwycięzców, centralizacji decyzji i kontroli zasobów. Norberg uważa, że obecne problemy chińskiej gospodarki wynikają częściowo z tego powrotu do centralnego sterowania i marnotrawstwa kapitału. Chiny nie radzą sobie najlepiej z biznesami finansowanymi przez państwo – subsydiowanie niektórych gałęzi przemysłu prowadzi do nieefektywności.

Jak reagować na państwowe wsparcie dla chińskich firm? Norberg proponuje dwutorowe podejście. Po pierwsze, pozostać otwartym na konkurencję, nawet państwową, traktując ją jako dotowanie naszej konsumpcji. Jeśli pojazdy elektryczne „spadają nam z nieba”, powinniśmy to wykorzystać. Po drugie, stale identyfikować własne przewagi komparatywne i przesuwać się w górę łańcucha wartości, budując bogactwo. Wymaga to otwartych i elastycznych rynków, umożliwiających szybkie przenoszenie kapitału i siły roboczej tam, gdzie jesteśmy najbardziej wydajni.

Demografia, kultura i wizja przyszłości

Demografia odgrywa rolę w funkcjonowaniu gospodarki. Młodsi ludzie są często bardziej skłonni do ryzyka i innowacji. Więcej ludzi oznacza większą specjalizację i szansę na kolejne wielkie innowacje. Jednak gospodarka może częściowo pomóc rozwiązać problemy demograficzne dzięki robotyzacji i sztucznej inteligencji.

Kultura ma ogromne znaczenie. Decyduje o tym, czy jesteśmy gotowi podejmować ryzyko, wierzyć w długoterminowe inwestowanie. Wielkie innowacje, jak rewolucja przemysłowa, wymagały nie tylko technologii i ekonomii, ale też „kultury nadziei” i optymizmu. Ludzie musieli uwierzyć, że mogą coś zmienić. Takie nastawienie jest kluczowe dla rozwoju gospodarczego.

Eksploracja kosmosu i kolonizacja Marsa to fascynujące tematy, bliskie Norbergowi jako fanowi science fiction. Jednak z ekonomicznego punktu widzenia nie jest pewien, czy to najlepsze wykorzystanie zasobów. Większą wartość mogą mieć asteroidy (górnictwo, energia słoneczna). Nie uważa inwestowania dużych środków publicznych w misję na Marsa za uzasadnione. Misja na Księżyc była projektem politycznym, symbolicznym, a nie ekonomicznie uzasadnionym czy trwałym. Nie zbudowała podstaw do rutynowej eksploracji. Prawdziwy postęp w tej dziedzinie pojawia się dopiero teraz wraz z prywatną eksploracją kosmosu (jak SpaceX Elona Muska), która szuka sposobów na tańsze i efektywniejsze działanie (np. Starlink). Taka komercyjna innowacja, a nie polityczny wyścig, jest pożądana. Chodzi o zbudowanie czegoś trwałego, sensownego i samowystarczalnego.

Norberg nie stawia zakładów przeciwko Stanom Zjednoczonym, wierząc w ich zdolność do przezwyciężania trudności, ale widzi obecne zagrożenie. Silny opór wobec tego, co uczyniło USA wielkimi – zaangażowania w światową gospodarkę, brania najlepszych rozwiązań z całego świata, komercjalizacji i produkcji efektywnie dla konsumentów. Protekcjonistyczne podejście, obecne zarówno u Trumpa, jak i (w pewnym stopniu) u Bidena, ogranicza dostęp do innowacyjnych mózgów, pomysłów i technologii, osłabiając produktywność, uniwersytety i badania. USA są największymi ofiarami tego trendu. Norberg ma nadzieję, że zrozumieją wartość globalnej współpracy i wrócą na właściwy tor.

Argentyna, Polska i rola inwestycji publicznych

Przenosząc się do Argentyny i prezydenta Javiera Mileia, Norberg uważa go za bardziej rozsądnego niż jego publiczny wizerunek. Spotkał się z nim i jego zespołem, którzy sprawiają wrażenie poważnych ekonomistów. Przeprowadzają radykalne reformy, ale w sposób przemyślany, selektywnie wybierając obszary wymagające zmian. Historia Argentyny, która z jednego z najbogatszych krajów stała się jednym z najbiedniejszych przez 80 lat polityki dużego rządu, redystrybucji i protekcjonizmu, stanowi przestrogę. Jeśli Mileiowi uda się ocalić Argentynę, może to być model dla innych. Mimo trudności (olbrzymi kryzys, tykająca bomba długu), Milei z sukcesem wdrożył część z proponowanych zmian, mimo bycia w mniejszości. Norberg sądzi, że często trzeba iść na kompromisy i wdrażać reformy krok po kroku, zwłaszcza bez większości, aby zacząć wychodzić z dołka. Może to zbudować zaufanie i inwestycje, dając szansę na kontynuację. Jednak historia reform (Nowa Zelandia, Szwecja) sugeruje, że często łatwiej jest przeprowadzić wiele reform jednocześnie – grupy interesu przeciwstawią się wszystkim, ale korzyści z innych reform mogą zrekompensować straty, tworząc pozytywną trajektorię.

Norberg widzi w Mileiu człowieka, który może poruszyć świat, zwłaszcza jego przemówienia w Davos otwierają umysły na nowe idee. Największy wpływ będzie miał jednak przykład – jeśli Argentynie się uda, zmieni to sposób myślenia o tym, co działa. Zauważa jednak zaniepokojenie budzące sojusze Mileia (Trump, Meloni, Orbán), które wydają się bardziej elementem wojny kulturowej z lewicą niż budowaniem sojuszu na rzecz wolnorynkowej gospodarki. Orbán, nacjonalizując firmy i fundusze emerytalne, stanowi fatalny przykład. Milei potrzebuje „kompletnie innych przyjaciół”.

Odnosząc się do Polski, Norberg, choć nie uważa się za eksperta, postrzega ostatnie 30 lat jako wielki sukces. Transformacja z gospodarki centralnie planowanej na otwartą, z przeniesieniem aktywności do sektora prywatnego, jest imponująca. Polska przeszła z 30% PKB na mieszkańca średniej unijnej do niemal 90%. To osiągnięcie, którym Polacy powinni być dumni.

Polakom, którzy chcieliby podążać za „modelem szwedzkim”, Norberg radzi patrzeć na to, co Szwecja zrobiła dobrze, a nie na błędy z lat 70. i 80.. Dwie kluczowe lekcje: po pierwsze, nie wolno brać bogactwa i przedsiębiorczości za pewnik, trzeba ciągle przesuwać się w kierunku nowych, produktywnych sektorów w otwartej, zliberalizowanej gospodarce. Po drugie, jeśli chce się rozbudowanych usług socjalnych na poziomie Szwecji, trzeba samemu za nie zapłacić. Większość dochodów podatkowych w Szwecji pochodzi z obciążeń dla gospodarstw domowych o niskich i średnich dochodach, z wysokiego VAT-u i składek na ubezpieczenia społeczne, a nie z bardzo wysokich podatków od firm czy najbogatszych. Szwecja nie ma podatków od własności, majątku czy spadków, bo potrzebuje akumulacji kapitału.

Norberg krytycznie ocenia ideę państwa jako przedsiębiorcy i angażowania rządu w wielkie inwestycje czy „wybieranie zwycięzców”. To fatalny pomysł. Sukces firm niemal zawsze wynika z prób i błędów, nauki, dostosowywania, a nie z geniuszu planistów. Rolą rządu jest stworzenie otwartego pola gry dla jak największej liczby eksperymentów, aby część z nich zakończyła się sukcesem, rodząc kolejne. Problem z wybieraniem zwycięzców przez rząd polega na tym, że wybory są nietrafne, a przegrani stają się mistrzami w ubieganiu się o dotacje, ucząc się, jak przekonać polityków. Nie powinni być finansowani za umiejętność przekonywania, ale za robienie czegoś wartościowego i skutecznego, co może się zdarzyć tylko w konkurencyjnym ekosystemie rynkowym.

Manifest kapitalistyczny i sens życia

Motywacją do napisania nowej książki, „Manifestu Kapitalistycznego”, był paradoks. Przez ostatnie 20 lat kapitalizm odniósł bezprecedensowy sukces w redukcji skrajnego ubóstwa (ok. 130 000 osób dziennie), zwłaszcza tam, gdzie otwierano rynki. Jednak w debacie intelektualnej kapitalizm wszędzie przegrywa – jest atakowany przez radykalną lewicę i prawicowy protekcjonizm. Norberg uznał, że co 20 lat potrzebne jest przypomnienie, co działa, pokazanie dowodów. Książka niekoniecznie zawiera świeże tezy, ale raczej „przypomina ludziom o tym, co warto wiedzieć”. Aplikuje podstawowe zasady wolności gospodarczej do współczesnych wyzwań, takich jak Chiny, zielona transformacja czy utrata miejsc pracy.

Ostatni rozdział książki dotyczy „sensu życia”. Norberg odnosi się do argumentu, że kapitalizm tworzy bogactwo, ale nie daje sensu. Uważa, że to niebezpieczny pomysł oczekiwać, że rząd napełni nasze serca znaczeniem. Ludzie są różni, mają różne tożsamości, wartości, sposoby pracy i życia, które dają im sens. Poczucie sensu wynika przede wszystkim z ludzkiej sprawczości – z faktu, że to ty kierujesz swoim życiem, twoje działania mają znaczenie, jesteś odpowiedzialny za decyzje. Próba narzucenia sensu przez państwo odbiera ludziom sprawczość, zamieniając ich w przedmioty. Społeczeństwa bardziej indywidualistyczne i otwarte nie tylko rozwijają się szybciej, ale mają wyższy poziom subiektywnego poczucia szczęścia, bo ludzie czują, że ich życie należy do nich.

Na koniec Norberg z uznaniem odnosi się do terminu „liberability” (wolność i odpowiedzialność), sugerując potrzebę jego rozpowszechnienia. Podsumowując, rozmowa z Johanem Norbergiem to podróż przez kluczowe aspekty wolnorynkowej myśli, ilustrowana przykładami z historii i współczesności, od osobistej ewolucji po globalne wyzwania i fundamentalne pytania o sens ludzkiego działania w społeczeństwie. Jego przesłanie o znaczeniu wolności, konkurencji i odpowiedzialności, o potrzebie tworzenia, a nie tylko redystrybucji bogactwa, oraz o poszukiwaniu sensu w indywidualnej sprawczości pozostaje niezwykle aktualne.

Pytania zadane w wywiadzie

Dlaczego zmienił pan poglądy z antyindustrialnego anarchisty na klasycznego liberała?

Zmiana wynikała ze studiów historycznych, które uświadomiły mi, że w przeszłości nie było idealnych czasów, a wskaźniki życia były znacznie gorsze niż dziś. Zrozumiałem wartość postępu, innowacji i wzrostu gospodarczego, co doprowadziło mnie do docenienia wolnego rynku i handlu. Problem młodości to branie dobrobytu za pewnik; historia pokazuje, że nie jest on dany raz na zawsze. Zrozumienie twardych danych o przeszłości (np. krótka średnia długość życia) zrewidowało moje wyobrażenia o świecie bez nowoczesnego przemysłu.

Jaka jest prawdziwa rola państwa we współczesnym świecie?

Uważam, że państwo powinno opierać się na legalnym użyciu siły tylko, gdy jest to absolutnie konieczne, głównie do zwalczania przemocy i zapobiegania jej ze strony innych. Kluczowe są podstawowe zasady praworządności i obrona porządku publicznego, co odstrasza złodziei i zagrożenia zewnętrzne.

Jakie są przykłady krajów, które mogą służyć za wzór do naśladowania pod względem wolnorynkowej polityki gospodarczej?

Możemy spojrzeć na międzynarodowe dane dotyczące wolności gospodarczej – kraje z najwyższą wolnością są znacznie bogatsze. Inspiracje można czerpać z fragmentów ich modeli, np. niskich podatków korporacyjnych w Irlandii, szwedzkiego systemu bonów szkolnych, czy polityki wolnego handlu Singapuru i Hongkongu. Można stworzyć „mozaikę” z najlepiej działających elementów. Inne imponujące małe otwarte gospodarki to Szwajcaria czy Islandia. Mikropaństwa jak Liechtenstein czy Wyspa Man pokazują, że nie potrzeba dużego rynku wewnętrznego, aby prosperować.

Co sądzi pan o szwedzkim systemie bonów szkolnych?

System ten powstał w latach 90. z idei wprowadzenia konkurencji i wyboru do edukacji, podobnie jak w innych sektorach. Rodzice mogą swobodnie wybrać szkołę, a środki publiczne idą za uczniem. To stworzyło konkurencję i realną wolność wyboru. Dane pokazują, że działa – uczniowie osiągają dobre wyniki, szkoły prywatne radzą sobie lepiej, a nawet szkoły publiczne w regionach z silnym sektorem prywatnym poprawiają się, widząc potrzebę konkurowania.

Jaka była przyczyna kryzysu gospodarczego w Szwecji na początku lat 90.?

Po stu latach szybkiego wzrostu, opartego na wolnorynkowym modelu, Szwecja w latach 70. i 80. zaczęła traktować dobrobyt jako oczywistość. Rządzący zaczęli wierzyć, że problem produkcji został rozwiązany i można skupić się na redystrybucji. Podwojono sektor publiczny, podniesiono podatki. Szkodząc „silnikom wzrostu”, ograniczono motywację do pracy i innowacji, co spowodowało odpływ talentów i stagnację. To doprowadziło do kryzysu, gdy gospodarka zaczęła odstawać od innych krajów.

Jak Szwecji udało się wyjść z kryzysu w latach 90. i przeprowadzić reformy?

Kraj był w „strasznym bałaganie” – gospodarka była bliska załamania, a bank centralny musiał na krótko podnieść stopę procentową do 500%. Kryzys był tak dotkliwy, że zmusił do przyznania się do porażki dotychczasowego modelu. Co rzadkie w polityce, socjaldemokratyczny minister finansów i centroprawicowa opozycja zgodzili się, że potrzebne są radykalne reformy. Reformy były ponadpartyjne, co zapewniło im trwałość. Choć bolesne w krótkim okresie, były konieczne dla długoterminowego dobrobytu.

Jakie jest podejście szwedzkich związków zawodowych do biznesu i konkurencji?

Szwedzkie związki zawodowe, zrzeszające dużą część pracowników, rozumieją, że aby firmy konkurowały i tworzyły miejsca pracy z godziwymi płacami, trzeba im pomagać, a nie szkodzić. Rozumieją, że dobrobyt wynika z silnych i konkurencyjnych firm. Są bardziej otwarte na „twórcze niszczenie” i konkurencję niż związki w wielu innych krajach, bo wiedzą, że produktywność przekłada się na wynagrodzenia. Nauczyli się tej lekcji po kryzysie w latach 90., rozumiejąc, że sama redystrybucja nie wystarczy.

Kto sponsoruje szwedzkie usługi publiczne? Czy są to najbogatsi?

Nie, to mit. Amerykański system podatkowy jest bardziej progresywny niż szwedzki – najbogatsi Amerykanie płacą relatywnie więcej podatków niż najbogatsi Szwedzi. W Szwecji podatki od kapitału w latach 70./80. były tak wysokie, że zaszkodziły gospodarce. Zrozumiano, że aby mieć hojne usługi publiczne, wszyscy muszą się do nich dokładać. Większość dochodów podatkowych pochodzi z liniowego podatku regionalnego (obciążającego niższe i średnie dochody), wysokiego VAT-u (25%) i składek na ubezpieczenia społeczne. Szwecja nie ma podatków od własności, majątku, spadków czy darowizn, ponieważ potrzebuje akumulacji kapitału.

Co sądzi pan o Elonie Musku i jego zaangażowaniu w politykę?

Musk ma wrażliwość bliską libertarianizmowi, rozumiejąc problemy z regulacjami utrudniającymi innowacje. Jednak jego sposób myślenia przypomina inżyniera społecznego – gotów jest użyć biznesu i rządu do rozwiązywania problemów, nawet jeśli wymaga to poważnej interwencji (np. pomysł karania dorosłych bez dzieci). To odróżnia go od libertarianina. Jego zaangażowanie w politykę, podobnie jak innych biznesmenów, wynika częściowo z interesów, ale też ze strachu przed atakami i regulacjami.

Jaka jest pana opinia o gospodarce Chin i jej sukcesie?

Sukces Chin wynika z indywidualnej inicjatywy i konkurencji w warunkach wolnego rynku, zwłaszcza w okresie od końca lat 70. Zmiana zaczęła się od oddolnej prywatyzacji rolników, a Deng Xiaoping pozwolił na eksperymenty i otwarcie na świat. To właśnie wolnorynkowe elementy, a nie odgórne plany, były motorem wzrostu. Obecnie obserwujemy powrót do centralnego sterowania, co przyczynia się do obecnych problemów gospodarczych Chin. Państwowe subsydia prowadzą do nieefektywności.

Czy państwo powinno aktywnie inwestować w konkretne projekty i wybierać zwycięzców w gospodarce?

Uważam, że to fatalny pomysł. Państwo nie powinno być przedsiębiorcą; jego rolą jest pilnowanie reguł gry. Sukces firm wynika z prób i błędów, uczenia się i konkurencji, a nie z planów rządowych. Urzędnicy ani politycy nie wiedzą, co odniesie sukces w przyszłości. Rząd powinien stworzyć otwarte pole gry dla jak największej liczby eksperymentów. Wybieranie zwycięzców prowadzi do tego, że nietrafieni biznesmeni stają się mistrzami w pozyskiwaniu dotacji, zamiast konkurować na rynku.

Dlaczego napisał pan „Manifest Kapitalistyczny”?

Widzę paradoks: kapitalizm praktycznie odnosi ogromne sukcesy w redukcji ubóstwa i generowaniu dobrobytu, ale przegrywa w debacie intelektualnej, atakowany z lewicy i prawicy. Uważam, że co 20 lat potrzebne jest przypomnienie, co działa, pokazanie dowodów i zastosowanie podstawowych zasad wolności gospodarczej do współczesnych wyzwań.

Czym, w kontekście gospodarki, jest sens życia według pana?

Niebezpieczne jest oczekiwanie, że rząd nada sens naszemu życiu. Ludzie znajdują sens na różne sposoby. Poczucie sensu wynika przede wszystkim z ludzkiej sprawczości – kierowania własnym życiem, podejmowania decyzji i ponoszenia za nie odpowiedzialności. Próba narzucenia sensu z zewnątrz przez państwo odbiera tę sprawczość, czyniąc ludzi przedmiotami, co jest katastrofalne. Wolne społeczeństwa, dając ludziom sprawczość, sprzyjają poczuciu, że życie należy do nich.

Przewijanie do góry