Druga część naszej rozmowy, nagrana w Brukseli, koncentrowała się na wydarzeniach i obserwacjach z życia Parlamentu Europejskiego. Zamiast tradycyjnej perspektywy, zagłębiliśmy się w krytyczną analizę funkcjonowania unijnych instytucji, często odbiegającą od oficjalnego wizerunku. Tematem przewodnim stało się spostrzeżenie, że to, co dzieje się w Brukseli, to coraz mniej demokracja, a coraz więcej „eurokracja”.
„Eurokracja”: Kto ma dostęp do władzy?
Percepcja funkcjonowania instytucji unijnych, w tym Komisji Europejskiej, budzi poważne wątpliwości co do ich demokratycznego charakteru. Zamiast otwartego dialogu i wpływu wszystkich opcji politycznych, dominuje tam „eurokracja”. Sukces i realny wpływ zdają się mieć głównie te opcje polityczne, które są zgodne z linią Ursuli von der Leyen i Komisji Europejskiej. Dostęp do szefowej Komisji Europejskiej mają przede wszystkim ci politycy, z którymi ona sama chce mieć kontakt. Pani von der Leyen nie przechadza się korytarzami Parlamentu Europejskiego, a nawet podczas debat z jej udziałem, zazwyczaj jest obecna tylko przez część czasu. Nawet fizyczny kontakt jest ograniczony głównie do zwolenników, podczas gdy politycy uznawani za opozycję w Parlamencie mają bardzo ograniczony dostęp i wpływ na władze Komisji. To prowadzi do sytuacji, gdzie komunikacja „Dzień dobry” nie wchodzi w grę; pani von der Leyen „czule wita się z tymi, którzy są po prostu po jej linii, a resztę chyba ma w głębokim poważaniu”. Ten brak realnego dialogu i marginalizacja części polityków, zwłaszcza tych o odmiennych poglądach, jest postrzegany jako symptom głębszego problemu.
Ingerencja w procesy demokratyczne: Europejski establishment wpływa na wybory?
W rozmowie mocno wybrzmiewa świadomość, że Unia Europejska i Komisja Europejska wykorzystują różne narzędzia, aby wpływać na proces demokratyczny i wyborczy w państwach członkowskich. Wydaje się, że dopóki w krajach Unii wygrywa opcja polityczna „po linii” Ursuli von der Leyen i całej Komisji Europejskiej, „to jest wszystko w porządku”. Problem pojawia się, gdy „do głosu dochodzą prawicowe siły” – wówczas „bardzo się nie podoba establishmentowi unijnemu i Unia Europejska wykorzystuje możliwe wszelkie możliwe narzędzia do tego, żeby jednak ten proces w ten proces wyborczy ingerować”. Z demokracją, w takim rozumieniu, ma to niewiele wspólnego, co kontrastuje z napisem „Democracy in action” widocznym w Brukseli, postrzeganym jako kompletnie oderwany od rzeczywistości wewnętrznego funkcjonowania instytucji unijnych.
Przykłady takiej ingerencji, omawiane w rozmowie, są poważne i budzą niepokój:
Przypadki Ingerencji: Rumunia, Francja, Niemcy
- Rumunia: Sytuacja w Rumunii, gdzie doszło do unieważnienia wyborów, a następnie wykluczenia głównego kandydata opozycji z ponowionych wyborów, została uznana za „mało demokratyczne rozwiązanie”. W Parlamencie Europejskim próbowano dodać debatę na ten temat do agendy posiedzenia, jednak wniosek został odrzucony przez większość. To jest postrzegane jako jeden z symptomów podejścia europejskiego establishmentu – tematu „nie warto rozmawiać na forum unijnym”. Na korytarzach mówi się jednak o świadomości wpływania na procesy demokratyczne.
- Francja: Sprawa Marine Le Pen jest określana jako „ogromny skandal”. Została ona wykluczona z procesu demokratycznego i wyborczego na podstawie nieprawomocnej decyzji sądu. Mimo braku merytorycznego zagłębiania się w sprawę przez rozmówcę (z lat 2004-2016), perspektywa prawna jest jasna: wykluczenie kogoś z procesu demokratycznego w oparciu o nieprawomocny wyrok, zanim wyczerpana zostanie droga odwoławcza, jest sytuacją „bardzo mocno skandaliczną”. Co więcej, wykluczenie nastąpiło „na zaś”, a ostateczny wynik jej sprawy sądowej może zapaść dopiero po wyborach we Francji w 2027 roku, potencjalnie kończąc się uniewinnieniem. To jest przykład „wycinania kogoś z procesu demokratycznego” w oparciu o nieostateczne rozstrzygnięcie.
- Niemcy: Podczas gdy w Niemczech odbywały się wybory, rządząca większość wprowadziła zmiany w konstytucji, które umożliwiły większe zadłużanie się rządu. Chociaż ten przykład różni się od unieważniania wyborów czy wykluczania kandydatów, jest wymieniany w kontekście „pewnej zbieżności czasowej z tymi wszystkimi zmianami czy z tymi działaniami” i postrzegany jako element szerszego obrazu.
Wszystkie te przypadki składają się na obraz, w którym widać „nierówne traktowanie polityków lewicy i polityków prawicy w Parlamencie Europejskim” i „zbieżność czasową” działań wpływających na politykę krajową.
Polityczne niebezpieczeństwo dla prawicy i „kordon sanitarny”
W Parlamencie Europejskim widoczne jest „nierówne traktowanie polityków lewicy i polityków prawicy”. Prawica europejska jest postrzegana jako znajdująca się w „politycznym niebezpieczeństwie”. Narzędzia, które powinny służyć ochronie demokracji, praw wyborczych i aktywnego uczestnictwa w procesie wyborczym, „są wykorzystywane przeciwko politykom, którzy po prostu nie są zgodni z całą linią Komisji Europejskiej”.
Problem ten potęguje istnienie czegoś, co określono mianem „absurdalnego kordonu sanitarnego”. W tym „kordonie sanitarnym” mają znajdować się tylko dwie grupy: Europa Suwerennych Narodów i Patrioci dla Europy. Grupa EKR, mimo że jest prawicowa, nie jest w nim uwzględniana w tym kontekście. W efekcie, „wszystko to co czy większość tego co wychodzi z naszej strony [prawicowej opozycji w kordonie] jest po prostu autorytarnie usuwana czy blokowana ponieważ jesteśmy objęci kordonem sanitarnym”. To stawia fundamentalne pytanie o charakter demokracji w Unii Europejskiej. Politycy objęci tym „kordonem” zostali wybrani przez setki tysięcy osób, a ich głosy „są po prostu lekceważone, bo tak sobie życzy Parlament Europejski”.
Zagrożenie dla Polski: Obawa przed ingerencją w wybory prezydenckie
Analizując sytuację w Europie, pojawia się poważna obawa o Polskę. Istnieje przekonanie, że jeśli prezydentem Polski nie zostanie Rafał Trzaskowski, „będziemy mogli czy będziemy świadkami wielu zdarzeń, które będą których celem będzie wyeliminowanie wyeliminowanie konkurenta czy tego kto po prostu wygra demokratycznie wygra w wyborach prezydenckich”. Jest to postrzegane jako „niedopuszczalna ingerencja w proces”. Sugeruje się, że „z linią Komisji Europejskiej zgodne jest to, żeby w Polsce ten układ się domknął, żeby prezydentem był ktoś właśnie z tej koalicji obecnie koalicji rządzącej”.
Obawy dotyczą możliwości uruchomienia „jakichś narzędzi, które będą po prostu wykorzystane przeciwko temu, kto w Polsce wygra wybory, jeżeli to nie będzie Rafał Trzaskowski”. Widząc zdolność polityków do „zarzucenia dosłownie wszystko” i w obliczu „różnych prowokacji czy tak zwanych deepfake’ów”, scenariusz ingerencji jest postrzegany jako realne zagrożenie. Według tej perspektywy, wybór Rafała Trzaskowskiego byłby zgodny z linią Komisji Europejskiej, a jego ewentualna przegrana mogłaby skutkować próbą „wyeliminowania demokratycznie wybranego konkurenta”.
Cenzura w Parlamencie Europejskim: Usunięta poprawka do rezolucji
Jednym z konkretnych przykładów problemów z demokracją i transparentnością w Parlamencie Europejskim jest kwestia cenzury. Omówiono sytuację, w której poprawka złożona przez posłankę i innych MEP-ów z grupy Europa Suwerennych Narodów do rezolucji dotyczącej działań na Białorusi została usunięta. Rezolucje, będące aktami prawnymi wyrażającymi polityczną wolę, umożliwiają posłom zgłaszanie poprawek w określonym terminie.
Poprawka dotyczyła potępienia instrumentalnego wykorzystywania migracji jako narzędzia w wojnie hybrydowej prowadzonej przez Białoruś, która dotyka m.in. Polskę jako zewnętrzną granicę UE. Sytuacja stała się absurdalna, gdy poprawka, która była jeszcze widoczna wieczorem na liście punktów rezolucji, nagle „rano dosłownie dzień później okazało się, że nasza poprawka została wyrzucona”. Uzasadnieniem było, że „nie mieści się w temacie rezolucji”, co uznano za absurdalne, biorąc pod uwagę związek instrumentalizacji migracji z działaniami Białorusi przeciwko UE.
Co najbardziej bulwersujące, poprawka została usunięta „przez jakiegoś randomowego unijnego urzędnika całkowicie anonimowego”, na krótko przed głosowaniem nad rezolucją. Posłowie „nie mieliśmy żadnego żadnej możliwości wpływu na decyzję tego urzędnika, żeby się odwołać, cokolwiek”. Decyzja zapadła „autorytarnie odgórnie”, co zostało uznane za „autorytarną decyzję i absurd”. Porównano tę sytuację do hipotetycznego usunięcia poprawki do uchwały w polskim Sejmie przez anonimowego urzędnika Kancelarii Sejmu – coś, co w Polsce wywołałoby ogromne oburzenie („larum byłoby gigantyczne”). Ten incydent jest postrzegany jako kolejny dowód na istnienie „kordonu sanitarnego” i autorytarne usuwanie lub blokowanie propozycji pochodzących od prawicowych polityków, a w konsekwencji lekceważenie głosów wyborców, którzy ich wybrali.
Kontrowersje wokół funduszy unijnych: Transparentność i wykorzystanie na cele polityczne
Kolejnym tematem budzącym zaniepokojenie jest sposób dysponowania funduszami unijnymi przez Komisję Europejską. Pojawiły się doniesienia medialne, sugerujące, że Komisja Europejska miała wykorzystać fundusze przeznaczone pierwotnie na walkę ze zmianą klimatu do dofinansowania lewicowych organizacji pozarządowych. Celem tych działań miała być „ochrona zielonego ładu i uciszanie europejskich sił prawicowych”. Choć początkowo brzmi to „trochę spiskowo”, Komisja Europejska sama przyznała, że około 700 000 EUR faktycznie przeznaczono na „szeroko pojętą promocję Europejskiego Zielonego Ładu”.
Media pisały również o rzekomych umowach zawartych przez Fransa Timmermansa, mających polegać na przekazywaniu środków konkretnym organizacjom w zamian za atakowanie przeciwników Zielonego Ładu. Problem polega na braku transparentności w dysponowaniu pieniędzmi i trudności w weryfikacji tych doniesień. Komisja Europejska może zignorować prośby o wyjaśnienie. Dopiero po tym, jak sprawa wyszła na jaw w mediach, Komisja przyznała, że „coś tam się stało” i zapowiedziała wprowadzenie zmian, które zapobiegną przyszłym nadużyciom.
Takie stanowisko, polegające na przyznaniu się do „nieodpowiednich działań lobbingowych” i zapowiedzi zmian „które zapobiegną przyszłym nadużyciom”, nie satysfakcjonuje rozmówczyni, która wyraża głęboki brak zaufania do instytucji unijnych w kwestii transparentnego zarządzania pieniędzmi pochodzącymi od europejskich podatników. Określa to jako „lanie wody” i domaga się konkretnych informacji: listy organizacji i polityków zaangażowanych w nadużycia, skali problemu, odpowiedzialności, konsekwencji i szczegółowych mechanizmów zapobiegawczych. Dodatkowo, istnieje przekonanie, że instytucje unijne „wprost wykorzystują różnego rodzaju programy finansowe w Polsce do tego, żeby szantażować politycznie rządy państw członkowskich Unii Europejskiej”.
Sprzeciw wobec eurodługu na cele militarne
Kolejnym poważnym tematem jest sprzeciw wobec koncepcji wspólnego zadłużania się Unii Europejskiej na cele wojskowe, określanej jako „eurodług na cele militarne”. Podstawowy argument przeciwko temu rozwiązaniu jest taki, że potencjał militarny powinien opierać się na indywidualnych możliwościach i wydatkach obronnych poszczególnych państw członkowskich, tak jak Polska obecnie wydaje najwięcej w UE na zbrojenia. Wyrażany jest silny sprzeciw wobec przekazywania Unii Europejskiej kolejnych kompetencji w tak ważnym obszarze, jakim jest obronność.
Krytyka dotyczy również braku transparentności i jasności co do warunków tego potencjalnego długu. Nie wiadomo, na jakich warunkach doszłoby do zadłużenia, jakie byłyby odsetki, jaka ostateczna kwota przypadłaby do spłaty poszczególnym państwom. Jest to „jedna wielka niewiadoma”. Co więcej, nie ma pewności, w jaki sposób Komisja Europejska miałaby dysponować tymi środkami i czy państwa zadłużając się, otrzymałyby „rzeczywiście realne środki na to, żeby dodatkowo wzmocnić jakiś swój potencjał militarny”. Z logicznego punktu widzenia, państwa nie powinny popierać takiego wspólnego zadłużania się.
Pojawia się również spostrzeżenie, że na takich rozwiązaniach, według analiz, „docelowo skorzystają przemysły zbrojeniowe Francji i Niemiec”. Jest to postrzegane jako „bardzo sprytny sposób na obejście niedozwolonej pomocy publicznej”, mający ratować firmy krajowe tych państw bez bezpośredniego zarzutu o niedozwolone wsparcie państwa. Poprzez stworzenie ogólnego europejskiego mechanizmu, to właśnie Francja i Niemcy miałyby najbardziej na tym skorzystać. Dodatkowo, Biała Księga ma wskazywać, że to Komisja Europejska miałaby możliwość decydowania o tym, „co gdzie i za ile zostanie kupiony” w kwestii zbrojeń. W związku z tym, Polska nie może zgodzić się na takie rozwiązanie, a zamiast tego powinna skupić się na budowaniu „swojej silnej armii” w ramach własnych możliwości, a nie w ramach niejasnej „unijnej struktury”.
Podsumowanie: Krytyczny obraz Unii Europejskiej
Całość rozmowy rysuje krytyczny obraz funkcjonowania instytucji Unii Europejskiej. Dominują zarzuty o brak demokracji i zastępowanie jej „eurokracją”, brak transparentności w działaniach, zwłaszcza w kwestii finansów, oraz wykorzystywanie narzędzi unijnych do celów politycznych. Te narzędzia, które miały służyć ochronie demokracji, są postrzegane jako używane przeciwko siłom politycznym niezgodnym z linią Komisji Europejskiej, w tym przeciwko prawicy. Przykłady z Rumunii, Francji i Niemiec, a także obawy dotyczące potencjalnej ingerencji w polskie wybory prezydenckie, cenzura w Parlamencie Europejskim i niejasności wokół funduszy czy eurodługu militarnego, składają się na obraz budzący głęboki sceptycyzm i brak zaufania do obecnych działań i kierunku, w którym zmierza Unia Europejska.
Kluczowe kwestie z rozmowy
Dlaczego funkcjonowanie instytucji unijnych jest krytykowane?
Zamiast demokracji, zdaniem krytyków, panuje tam „eurokracja”. Sukces odnoszą głównie opcje polityczne zgodne z linią Ursuli von der Leyen i Komisji Europejskiej. Dostęp do Przewodniczącej Komisji Europejskiej mają głównie politycy, z którymi ona ewidentnie chce mieć jakiś kontakt. Politycy uznawani za opozycję mają bardzo mały wpływ, zwłaszcza w kontaktach z władzami Komisji Europejskiej.
Czy źródła wspominają o ingerencji UE w procesy demokratyczne w państwach członkowskich?
Tak, w rozmowie poruszany jest temat ingerencji w procesy demokratyczne i wyborcze w państwach członkowskich. Jest świadomość, że Unia Europejska i Komisja Europejska wykorzystują narzędzia do tego, żeby wpływać na proces demokratyczny na proces wyborczy w państwach Unii Europejskiej. Gdy do głosu dochodzą prawicowe siły, nie podoba się to unijnemu establishmentowi, a UE wykorzystuje wszelkie możliwe narzędzia, aby ingerować w proces wyborczy.
Jakie przykłady ingerencji w wybory w państwach członkowskich są podawane w źródłach?
Podano przykłady z Rumunii, gdzie unieważniono wybory i wykluczono głównego kandydata opozycji. Wniosek o debatę na ten temat w Parlamencie Europejskim został odrzucony. We Francji wspomina się o wykluczeniu Marine Le Pen z procesu demokratycznego/wyborczego na podstawie nieprawomocnej decyzji sądu, zanim zapadł ostateczny wyrok. Uznano to za ogromny skandal. W Niemczech wskazano na zmiany w konstytucji umożliwiające większe zadłużanie się rządu, wprowadzane przez rządzącą większość w czasie wyborów. Wskazuje się na pewną zbieżność czasową tych działań z procesami wyborczymi.
Czy politycy są traktowani równo w Parlamencie Europejskim według źródeł?
Obserwuje się nierówne traktowanie polityków lewicy i prawicy w Parlamencie Europejskim. Europejska prawica jest w „politycznym niebezpieczeństwie”. Narzędzia, które powinny służyć ochronie demokracji, są wykorzystywane przeciwko politykom, którzy nie są zgodni z linią Komisji Europejskiej. Politycy prawicowi są objęci „kordonem sanitarnym”, a większość tego, co wychodzi z ich strony, jest autorytarnie usuwana lub blokowana. Lekceważone są głosy wyborców, którzy ich wybrali.
Czy istnieje obawa ingerencji w wybory w Polsce?
Tak, wyrażana jest obawa, że jeśli prezydentem Polski nie zostanie Rafał Trzaskowski, dojdzie do wielu zdarzeń, których celem będzie wyeliminowanie demokratycznie wybranego konkurenta. Jest to postrzegane jako sytuacja niewyobrażalna i niedopuszczalna ingerencja w proces wyborczy. Sugeruje się, że linia Komisji Europejskiej jest zgodna z tym, aby „układ polityczny” w Polsce został domknięty.
Czy źródła wspominają o przypadkach cenzury w Parlamencie Europejskim?
Jako przykład cenzury podano usunięcie poprawki złożonej przez posłankę i innych MEP-ów z grupy Europa Suwerennych Narodów do rezolucji dotyczącej Białorusi. Poprawka dotyczyła potępienia instrumentalnego wykorzystywania migracji jako narzędzia w wojnie hybrydowej między Białorusią a Unią Europejską. Została ona usunięta przez anonimowego unijnego urzędnika na chwilę przed głosowaniem, bez możliwości odwołania. Uznano to za autorytarną decyzję i absurd.
Jakie są zarzuty dotyczące wykorzystania funduszy unijnych i transparentności?
Sugeruje się, że Komisja Europejska wykorzystała fundusze przeznaczone na walkę ze zmianą klimatu do dofinansowania lewicowych organizacji pozarządowych w celu ochrony Zielonego Ładu i uciszania prawicy. Informacja ta opiera się na doniesieniach medialnych. Komisja przyznała, że około 700 000 EUR przeznaczono na promocję szeroko pojętą Zielonego Ładu. Istnieje problem z transparentnością i weryfikacją tych działań. Wyrażany jest brak zaufania do instytucji unijnych w kwestii transparentnego dysponowania pieniędzmi i wykorzystywania programów finansowych do szantażu politycznego. Przyznano, że dochodziło do nieodpowiednich działań lobbingowych, ale szczegóły, skala i odpowiedzialność nie są jasne, co budzi wątpliwości i brakuje zaufania co do zapobiegania przyszłym nadużyciom.

